(Moja Historia Część 1)
Ostatnie 2 lata były dla mnie bardzo trudnym okresem. Najpierw decyzja o zamknięciu spółki, później problemy zdrowotne, finansowe, zakończenie długoletniej relacji z partnerką i do tego wszystkiego epizod depresyjny i korzystanie z pomocy psychologów i psychoterapeutów…
Ludziom wydaje się, że są mocni do momentu, w którym ich życie zaczyna się sypać niczym domek z kart...
Popadasz w pętlę negatywnych pytań...
-co jest ze mną nie tak?
Obserwujesz przekłamany świat mediów społecznościowych...
Obserwujesz ludzi w mediach społecznościowych i widzisz, jak odnoszą sukces za sukcesem. I mówię tu o różnego rodzaju sukcesach, bo dla każdego z nas sukces może oznaczać coś zupełnie innego. Dla jednych to będzie zmiana pracy na lepszą, dla innych sukces na polu biznesowym, dla kogoś innego wycieczka do egzotycznych krajów, a dla innych założenie rodziny i narodziny upragnionego dziecka.
Widzisz w sobie tylko to co najgorsze...
Próbujesz sobie z tym wszystkim radzić...
Próbujesz sobie jakoś z tym wszystkim radzić najprostszą i najszybszą metodą jaką znają faceci-butelką dobrego mocnego alkoholu lub kilkoma piwkami. Alkohol chociaż na chwilę zagłusza prozę życia, ale tak naprawdę niczego nie zmienia…
Doprowadzasz swój organizm do kresu wytrzymałości...
Zła kondycja psychiczna, nieprzespane noce, alkohol, huśtawki emocjonalne w końcu dają o sobie znać. Doprowadzasz swój organizm do kresu wytrzymałości i właśnie wtedy podczas jednej z rozmów z moją najlepszą przyjaciółką usłyszałem:„Musisz coś z tym zrobić bo się wykończysz. Dlaczego jesteś dla siebie taki? Czemu tak się traktujesz?”
W końcu zdajesz sobie sprawę o co w tym wszystkim chodzi...
Wtedy zdałem sobie sprawę, że ja ciągle walczę sam ze sobą i uciekam przed moją ciemną stroną, przed moim cieniem i przed konfrontacją z nim. Ten cień przejawiał się przez całe moje życie w formie pasywnej agresji, wybuchów złości itd. Gdy coś nie szło po mojej myśli, gdy traciłem poczucie kontroli, to wkurzałem się na maksa i ta złość wychodziła ze mnie.
Nie potrafiłem kochać innych bo nie kochałem sam siebie…
Z jednej strony nienawidziłem siebie za to w jaki sposób reagowałem bo krzywdziłem tym siebie i swoich bliskich, a z drugiej nie umiałem nic z tym zrobić… Nie potrafiłem otworzyć się na miłość, nie potrafiłem kochać innych bo nie kochałem sam siebie…
Z każdym kolejnym dniem było coraz lepiej i lepiej...
Zrozumiałem, że skoro sam doprowadziłem się do takiego stanu, to tylko ja jestem w stanie to zmienić. Na początku były sesje z psychologami i psychoterapeutami. Później zacząłem robić różnego rodzaju ćwiczenia w formie prowadzonej medytacji i powoli zacząłem wychodzić z mojego wewnętrznego mroku. Kosztowało mnie to dużo łez i emocji, ale z każdym kolejnym dniem było coraz lepiej i lepiej.
Wziąłem pełną odpowiedzialność za swoje zdrowie psychiczne i fizyczne!
Zacząłem zupełnie inaczej patrzeć na siebie, wziąłem pełną odpowiedzialność za swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Zacząłem zmieniać swoją sylwetkę i ze swojego największego wroga zamieniłem się w swojego najlepszego przyjaciela. Zamiast żyć w poczuciu braku i szukać ciągle problemów zacząłem skupiać się na obfitości możliwości, jakie mam przed sobą i wdzięczności za wszystko, co się w moim życiu wydarzyło.
Nie ma sytuacji bez wyjścia!
Dzielę się tą historią bo czuję, że taka jest moja rola. Być może właśnie Ty miałaś/miałeś przeczytać dziś ten post i zobaczyć, że nie ma sytuacji bez wyjścia.
Zapraszam Cię również do kolejnego wpisu dotyczącego mojej drogi do pierwszego miliona, który przeczytasz tutaj: Jak podjęcie jednej właściwej decyzji może całkowicie odmienić Twoje życie…


